Po wielu miesiącach ciszy poczułam, że chcę spisać i uchwycić wspomnienia związane z mijającym rokiem…
Po raz pierwszy od kilku lat poczułam, że ten rok wart jest podsumowania.
Może dlatego, że jest rokiem dużych zmian, zamykania wielu etapów i utwierdzania się w pewnych przekonaniach?
Mam też wrażenie, że jest rokiem dojrzałości- takiej emocjonalnej.
Dopiero teraz zaczynam rozumieć jak bardzo ważny jest spokój i opanowanie.
Dopiero teraz doceniam każdy przeżyty dzień ze świadomością, że moje zdrowie oraz zdrowie moich bliskich jest stabilne.
Dopiero teraz rozumiem pewne decyzje, a z pewnymi cały czas próbuję się pogodzić.
Wszystko DOPIERO. Może właśnie dlatego warto zapisać to podsumowanie.

Powinnam właściwie zacząć od końcówki 2016.
Wtedy wszystko ruszyło.
Zdrowe odżywianie, odważne decyzje, wystąpienie publiczne, lekka zmiana wizerunku.
Potem przyszedł nowy, 2017.
Zapowiadał się na rok ciężkiej pracy połączonej ze stresem i na rok zamknięcia jednego z najpiękniejszych etapów mojego życia.
Myślałam sobie, że to starość. Ale jednak nie. Chyba własnie teraz czuję w końcu młodość! Nie taką głupiutką i naiwną. Właśnie taką piękną. O jaką w życiu każdemu chodzi.

Styczeń: Odnowienie relacji z ważnymi osobami, przygotowania na uczelni, głównie pisanie?
Luty: dużo wolnego, rodzinne dni w całości spędzane na kawie i serialach i chyba też pisanie?
Marzec: Imprezowanie, słuchanie queen, pierwszy smak wolności i końca tego wszystkiego co ciążyło
Kwiecień: Bardzo zimny, ale przybliżający do celu. Ponowne odświeżenie relacji, które potem tylko zaoowocuje. Wyprawy na uczelnię połączone z przystankami na kawę i narzekaniami.
Maj: Kompletny renesans w życiu towarzyskim. Masa imprez (koncerty, kluby, urodziny). Był też paradoksalnie miesiącem smutku i stresu (szpitale, pożeganie bardzo wartościowych osób)… Maj był totalnym emocjonalnym rollercoasterem. Ale był w tym wszytskim przełomowy.
Czerwiec: Kontynuacja la dolce vita. Zaczęło robić się ciepło. Praca była prawie gotowa. Nowe perspektywy i pomysły.
Lipiec: Trochę wszystko przewrócił do góry nogami… Chyba za dużo po prostu chciałam tego wszystkiego uchwycić i tak bardzo nie tracić. A jak się czegoś bardzo chce, to wiadomo- skutki są zazwyczaj odwrotne. Obrona. Koniec pięciu wspaniałych lat. Wyjście w świat…
Sierpień: Dużo spokojniejszy. Kilka alkoholowych ekscesów. Początek cudowny, końcówka już bardziej nostalgiczna.
Wrzesień: Decyzja o zmianie. Poszukiwanie spełnienia. Podarowana szansa. Bal do białego rana i młody ideał z Gdańska.
Październik: Początek czegoś zupełnie nowego. Miesiąc wyzwań, podróży i odkrywania zalet środowiska międzynarodowego. Miesiąc ogromnego stresu i obaw.
Listopad: Nadal obawy i nieustające dążenie do polepszania. Zaufanie do samej siebie i duuuużo stresu.
Grudzień: Cudowny. Miesiąc imprez, poznawania cudownych ludzi, nadziei, odnawiania zakurzonych relacji, zaufania i patrzenia w przyszłość z ufnością, nadzieją i pozytywnymi myślami.

Dziękuję za ten różnorodny rok.
Dziękuję Bogu, bliskim i wszytskim ludziom, których spotykam na swojej drodze.
Chciałabym, aby ten nadchodzący, Nowy Rok był okresem stabilizacji, wewnętrznego spokoju i przede wszytskim zdrowia.
Reszta będzie układała się w swoim tempie.

Właśnie o to jestem bogatsza. O nadzieję, która pozwala mi wierzyć, że wszystko może się udać.
Jeżeli kiedykolwiek ktoś przeczyta ten post, chciałabym aby nigdy nie tracił nadziei i wiary w to, że wszytsko może zmienić się na lepsze.

Ja w to wierzę.