bardzo dawno tutaj nie zaglądałam.
od wakacji ,a to oznacza , że pozostawiłam po sobie ślad lata tutaj. zagścił na troszkę dłużej…
u mnie jak to u mnie czyli chujowo z przejaśnieniami.
nienawidzę angielskiego , bo mnie paraliżuje. strach przed mówieniem.
niestety nie umiem mieć wyjebane.
reszta jakoś leci i leci.
matura z biologii…
jeszcze nie daje mi spokoju ten rozszerzony francuski.
kurczę do lutego mam czas na decyzję.
ogólnie to takie dziwne rzeczy sie dzieją wokół.
Jesień zawsze zmusza mnie do refleksji nad ludźmi.
chyba to u mnie wrodzone.
tak jak zapisany na chromosomie kod genetyczny.
bardzo spodobała mi się dzisiaj matka z synkiem puszczającym bańki.
ładny widok.
teraz brzmię trochę banalnie , jak hot13 ale naprawdę mnie to urzekło.
moze dlatego , że tutaj na tym patologicznym zadupiu rzadko można spotkać taki widok…
to smutne.
denerwuje mnie coraz więcej rzeczy.
i dużo z nich też się pozmieniało.
a jutro impreza i nie wiem co na siebie włożyć.
bo przecież zakładając sukienkę znowu wzbudzę sensację.
zy jestem jakimś pierdolonym mutantem , ze nie mam prawa pokazać się w sukience.
no to na tyle by było dzisiaj.
innym razem pomęczę ( jeżeli ktokolwiek to czyta ) was moim bdurnym i zagmatwanym życiem.
au revoir.